Newsy

Nowa jakość muzyczna Dody?
Sobota, 11 czerwca 2011
Autor: krytyk
Zakupiłem wczoraj dwie „najgorętsze” muzyczne premiery tego roku. Czyli nową płytę Lady Gagi i Dody. Ale o tej pierwszej nie powiem ani słowa bo bardzo ją lubię a mój wrodzony obiektywizm nie pozwala mi napisać niczego dobrego o muzyce z nowego krążka.
Natomiast nowe w końcu Muzyczne dziecko Panny Rabczewskiej robi wrażenie. Wkładając „Siedem Pokus Głównych” (nazwa płyty Dody) do odtwarzacza miałem mieszane uczucia. W uszach miałem słowa Dody i producentów płyty, że jest to świetna muzyka – no ale z doświadczenia wiem, że Doda o każdej swojej płycie tak mówiła i co? I właśnie nic. Ale do meritum. Pominę łączniki piosenek , czyli wypowiedzi Dody w języku elfickim pomiędzy piosenkami – szczerze ten pomysł jest ciekawy tylko jakby nie w moim stylu (zalatuje kiczowatością). Płytę otwiera znakomita kompozycja – „Piąty żywioł”. Znakomicie zaaranżowana i zmiksowana piosenka z ciekawym tekstem to coś czego u Dody jeszcze nigdy nie słyszałem. „Stworze dalszy ciąg, nowej generacji, która idzie pod prąd” - tak właśnie wyśpiewuje Panna Rabczewska i coś w tym jest. Mankament to refren, który jakby kłócił się estetycznie z fajnymi zwrotkami. Dobre piosenki szybko się kończą i z tą było podobnie. 4 minuty zleciały jakoby 40 sekund – a szkoda.
Drugą pozycję okupuje znane już wcześniej „Bad girls”. Piosenka zupełnie odbiegając artystyczną wartością od reszty ale nie poziomem produkcyjnym. Trochę jakby z przymrużeniem oka została ona nagrana. Według mnie najsłabsza piosenka, ale ciągle na dobrym poziomie. „Bad girls” trochę mi się przeciągało. Trójeczka należy do „Singin” i kolejna piosenka, która trwa zdecydowanie za krótko. Uderza w niej bardzo dobry głos wokalistki. Mocne refreny z ciekawymi partiami gitarowymi i perkusyjnymi. Tekst? Znowu nie dodowy! Ale oto chyba chodzi. Następny utwór to „Electrode” - ku*** ! Czy to Doda?! A to się kobieta postarała . Fantastyczny klimat . Mistrzowsko - perfekcyjnie dopracowana psycho-ballada. Piątka to kolejna i ostatnia już autorska ballada pod tytułem „Dejanira”. Niby coś nowego bo pojawia się symfonia, ale bardzo zgrabnie obrobiona z elektroniką daje przyjemny efekt końcowy. Doda śpiewa tak jakby stała obok – bez żadnych komputerowych zabiegów. Tekst – dobry ale nie w moim klimacie, gdyż kawałki o nieszczęśliwej miłości już mi się przejadły. „Zniknąć za kurtyną ciekawości chcę, zejść ze sceny w normalności cień” – ale ta fraza mnie bardzo przekonuje. Piosenkarka tą piosenką ukłoniła się chyba pierwotnym słuchaczkom - nastoletnim fankom.
6. to już „Oswój mnie” kolejna dobra kompozycja. Kolejne dobre wykonanie. Trochę dla mnie za bardzo poprawne. Brakuje tu gitarowej solówki, która uszlachetniłaby tą dobrą piosenkę. Jest takie odczucie jakby zabrakło charakteru. Brakuje mi to ostrzejszego głosu Dody bo potrafi zaryczeć. Ale to tylko taka mała wada – bo musiałem się do czegoś przyczepić. 7 . To „Chimera” – niekonwencjonalne zwrotki pod warstwą muzyczną , tekstową i głosową. Refren to istny ogień. Popis wokalny Dody. Kolejna perfekcja produkcyjna. 8. Skojarzyła mi się nie z filmem porno tylko z nową płytą polskich gigantów rocka – Perfectu, gdyż nazywa się „XXX”. Ale to zupełnie inna bajka. Gdyby taką piosenkę nagrała Lady GaGa to nie miałaby problemu z listami przebojów. Utwór może nawet trochę gagowaty. Ale przyjemny. Słychać w nim odejście od gitar i charakterystycznej perkusji – jest elektro – pop na wysokim poziomie. Taka piosenka o niczym czyli istny wysoko-poziomowy hit na wakacje.
Kolejny kawałek to „Nieskromnie”. Po tytule spodziewałem się czegoś pruderyjnego i ekscentrycznego. Zostało tylko ekscentrycznie i dobrze bo pruderia byłaby nie na miejscu. Kolejny mocniejszy kawałek z charakterystyczną partią gitar. Tekst ? Chyba dobry ale muszę jeszcze przesłuchać z 5 razy. Melodyjne refreny tworzą świetny klimat.
10. to polska wersja „My way, or no way” czyli „Lazarium”. Czy to jest dusza całej płyty? Gdzieś to już słyszałem – ale tylko stylistycznie. Przypominają mi się moje ukochana lata 80. w muzyce. Świetne. Ciężko jest nowocześnie i nie tandetnie zaaranżować rockową piosenkę. Tutaj się udało i jest wysoki poziom. 11. to „Fuck it”. Kompozycja , aranżacja, instrumenty – genialne! Fokus? Lubię takie połączenia tylko tekst w zwrotkach jest jakby chwalebnością składaną Dodzie , a wolałbym kontrast. Refreny świetne. Całość znakomita. Ostatnia pozycja? Płytę wieńczy „Gra Temidy” . Bardzo przebojowy kawałek. Fajne wstawki gitarowe w refrenach. Tekst znowu nie robi zawodu. I to by było na tyle. Na płycie są także 3 bonusy – ale uważam , że nie ma sensu ich opiniować bo okaże się, że coś będzie lepszego od oryginału a tego nie chcemy.
Reasumując: Doda zrobiła krok milowy. Z banalnej wykonawczyni chyba mamy prawdziwą artystkę. Producenci płyta pokazali, że w tym kraju można jeśli się tylko chce. Ale to kolejny dowód na to, że muzyka nie ma ograniczeń. Muzyka nie może żyć stereotypami.
Czy to muzyczny szczyt? Na pewno nie, ale w przypadku Dody to muzyczny orgazm, którego nigdy nam nie zafundowała. Najmocniejszy punkt płyty to zdecydowanie "Electrode" - kawałek, który do swojej Playlisty dorzuciło nawet Polskie Radio, które muzycznie o Dodzie chyba nawet nie słyszało. Najsłabszy punkt, to chyba "Bad girls" i "XXX" czyli 2 produkcje Pana Targosza.
Czy po tej płycie Doda stanie się artystką, która liczy się muzycznie? Chyba nie. Bo po za płytą, która jest obiektywnie dobra ciągle tworzy wokół siebie atmosferę kiczowatości. Nawet Chopin na scenie przebrany w syrenę nie brzmiałby już tak dostojnie. Doda płytę "Siedem pokus głównych" kieruje zdecydowanie do bardziej ambitnego targetu, ale po za płytą jej życie sceniczne, tabloidowe, które niestety przyćmiewa tą płytę ukazuję ją bardziej jako gwiazdę cyrku nie dojrzałą artystkę. No ale nowa płyta Rabczewskiej to jedna z najlepiej wyprodukowanych płyt w Polsce o ile nie najlepiej i to jak na razie daję cień nadziei na opamiętanie i odrzucenie przez Dodę chwalebniej kiczowatości na scenie.
Album oceniam na 8 w skali 10.


Tagi: 




